niedziela, 31 stycznia 2016

Kowalski na dzień dobry...

Wczoraj wieczorem przywieźliśmy Bartusia, a że była już 21 godz, więc w samochodzie zasnął i spał jak susełek do 9 rano słodziak mały:) Po śniadaniu postanowiliśmy coś wspólnie uszyć,  najprościej skarpeciaka - toteż z czarnej skarpetki powstał Kowalski z Madagaskaru, Bartuś ciął nitki, babcia zszywała, a radości ile było:) Poprzednim razem, gdy Bartuś u nas nocował uszyliśmy kota, wzorowaliśmy się na gotowcach filcowych w sklepach - kot nazywa się Junior Pat, dziś musimy mu uszyć marchewkę, gdyż to nietypowy kot:) i rybę dla Kowalskiego, ażeby z głodu nie padli:)
                                                 



2 komentarze:

  1. Ale słodziak z tego Kowalskiego . Bartuś chyba bardzo uradowany że babcie takie cudeńka dla niego tworzy. Widzę kochana że u Ciebie coś się dzieje .... to dobrze tak trzymaj. Zaglądam , wspieram i dopinguję.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Bernadko, może jakoś uda nam się wrócić do robótek:) A Bartuś mnie mile zaskoczył, bo faktycznie szmacianki przypadły mu do gustu, ale to chyba dlatego, że może nimi rzucać i nic się ie dzieje:) buziaczki:) Serdecznie pozdrawiam wszystkich odwiedzających.

    OdpowiedzUsuń