sobota, 4 stycznia 2014

Jest stary, a ma być jak nowy...

     Mowa o kredensie po teściach, który stoi w piwnicy i czeka, aż go coś zeżre ze starości, Już od dawna miałam na niego chrapkę, ale mój mąż skutecznie i systematycznie, mój pomysł wybijał mi z głowy. W końcu kupiliśmy nowy segment w kolorze jabłoni, lecz za mało szafek, tzn niby tyle ile w starym, ale te są płytsze i ogólnie mniejsze, więc zaczęłam marudzić z tej ciasnoty. Gdy już mnie naszła ochota na zajęcie się mebelkiem tym z piwnicy, to chorubsko  mnie dopadło i sprawa się odwlokła. W głowie jednak zawsze miałam wizje, jakby to on się prezentował w kuchni... bedąc w piwnicy ciągle zawieszałam na nim oko, wpatrując się wyobrażałam sobie jakby wyglądał w mojej kuchni i o ile miejsca bym miała więcej na kuchenne gadżety.      Przed świętami zaczęłam wspominać o swoich marzeniach kuchennych... mój mąż w jednej chwili wypalił - dokupimy nowe szafki ! - Nie, na pewno nie!- odpowiedziałam.... rozmowa się zakończyła, ale w Nowy Rok 2014 nastąpiło apogeum :) Poprosiłam swego męża, aby mi przyniósł drzwiczki od kredensu... spojrzał zdziwiony i zapytał - dziś, teraz, już musisz je mieć ? A mój syn stwierdził, że z lekka przesadzam, aby ojca w Nowy Rok wyganiać do piwnicy, aby demontował kredens... W duchu przyznałam mu rację lecz, poinformowałam swoją rodzinę, że to moje postanowienie noworoczne... :)... Było po godz 19-stej, jutro pójdzie do pracy- pomyślałam sobie, a ja sama nie zdejmę tych drzwiczek, więc nalegałam upierdliwie.... i doczekałam się przyniósł je bez entuzjazmu oczywiście, syn mu przyklaskiwał, że takie starocie do nowych mebli, że z tym się już nic nie da zrobić.... ale ja udowodniłam, że da się z tym zrobić co się chce i na początek zrobiłam....
                                                                     
To jest góra... zdjęcie nie wyszło, ale to nic....
                                        
To jest dół kredensu...
                                        
A to taki szczegół pomiędzy górą a dołem...
                                           
Drzwiczki,,, i pierwsze kroki w oczyszczaniu z farby olejnej...
                                        
    A tu oczyszczone w całości... jaką minę miał mój mąż, gdy to ujrzał, zdziwiony był, że sobie poradziłam, tym bardziej, że nie zostawił mi żadnych narzędzi... ciekawe jak ja to...a właściwie czym, zrobiłam ... :)
    Dziś oczyściłam szufladę.... idzie mi dobrze, bo farba ma co najmniej z 50 lat i bardzo skruszała na drewnie, więc łatwo odchodzi, a że jestem zielona jeśli chodzi o odnawianie starych mebli, to w mojej głowie kłębią się myśli co z czym się je, czyli co z tym wybielaniem i woskowaniem, lakierowaniem i przecieraniem i w ogóle i w szczególe..., aby ów mebelek pasował do całości....

                                        




                                               


   

3 komentarze:

  1. Wart grzechu:))) Życzę powodzenia
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniały kredens .... ale czeka Cię troszkę pracy przy nim aby doprowadzić go do używalności. Prawdę mówiąc bardzo jestem ciekawa efektu końcowego i ujrzenia go w całej okazałości. Uleńka życzę powodzenia. Buziaczki

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję :) trzymajcie kciuki !

    OdpowiedzUsuń