niedziela, 7 lipca 2013

Wilno - już tylko wspomnieniem...

  .... cudownym wspomnieniem. Wilno jest pięknym miastem, z urokliwymi, wąskimi uliczkami i całym mnóstwem kościołów, niektóre z nich zapierają dech w piersi, są przepiękne, ale nie brakuje też bardzo zniszczonych i ubogich. Pogoda nam dopisała, atmosfera cudowna, bo sami znajomi, wszyscy czuli się swobodnie i mimo zmęczenia z zainteresowaniem przemierzali Wilno, Troki i Rose.
                                       
 Na Wzgórzu Trzech Krzyży, a za mną panorama Wilna.
                                         
Kościół Św. Piotra i Pawła...
                                       
...kaplica św.Urszuli...
                                        
...przedstawia wymordowane dziewice.
                                        
...żyrandol... robi niesamowite wrażenie...
                                         
... i kostucha też...
                                        
Kościół cudowny, cały w stiukowych rzeźbach.
  
A teraz przepiękne uliczki, idąc nimi napotykaliśmy liczne pary ślubne, a tak w ogóle to tego dnia uliczki przemierzało dużo, elegancko ubranych młodych ludzi, chłopcy w garniturach i czerwonych krawatach, a dziewczyny były ubrane w piękne sukienki...no ale zdjęć im nie robiłam :)
                                          
    .... za to głowę swojego męża to i owszem :)
                                        
Na jednej z uliczek, takie dzieło stało, ale o co chodzi, to nie wiem...
                                        
                                        
Idąc powyższą uliczką natknęłam się na piękną galeryjkę, ale pani przewodnik ponaglała, więc nie mogłam tam nawet zajrzeć :(
                                        
A tu piękne drzwi Biblioteki z  uchwytami w kształcie węży.
                                         
Piwosz... bardzo sympatyczny :)
                                           
Cmentarz na Rosie, a w oddali Czarny Anioł.
                                         
Zamek w Trokach.
                                       
Piękne kolorowe domy, z trzema oknami na parterze i od ulicy.
 A to zakupy robione w sklepie Ika :)
                                           
Pyszny chleb litewski... :)
                                        
Chałwa i serki :)
                                        
999 :)
                                         
Bardzo smaczny kwas chlebowy.
  
  Obiad jedliśmy w barze "Gliniany dzbanuszek", nazwa wzięła się stąd, że w barze jest ponad 2000 różnych glinianych dzbanków i dzbanuszków. Gdy padnięci siedliśmy wreszcie do stołów, na pierwszy rzut zgodnie ze zwyczajem, dostaliśmy surówkę z kapusty pekińskiej, potem pyszny litewski chłodnik z jajkiem na twardo i ziemniakami z koperkiem, kolejnym daniem były cepeliny i bliny żmudzkie polane sosem, nie wiem jakim... pyszne, naprawdę i do tego bardzo sycące i i na pewno tuczące :) rzs nie przeszkodził mi w pałaszowaniu tych smakołyków, bo jeszcze było pyszne ciasto i lampka wina, kawa dla chętnych... ale w chodzeniu po schodach to i owszem dopadła mnie sztywność w biodrze, a raczej pachwinie i nie mogłam nogi do góry podnosić, człapałam się jak kaleka na końcu, ludzie patrzyli i mówili : niech pan na ręce żonę weźmie... a ja sobie myślę, a co ja kaleką jestem... jeszcze czego ! Sama sobie poradzę, a mąż ma mnie asekurować, a nie nosić.
                                     
Ja i moja siostra- koło kolorowych domków się przewinęła :) lubimy bardzo kwiaty, ale że ona zawsze była odważniejsza, więc zdobyła odnóżkę jakiegoś kwiatka... w skórce od banana dojechał do Polski :)

                                      

















                                        


3 komentarze:

  1. Po degustacji: chleb przepyszny, zwłaszcza żytni z kminkiem, kwas chlebowy także, nie czuje się w nim chleba tak jak w naszym, 999 jeszcze nie próbowałam :)szkoda,że Wilno jest daleko... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nooo , wyprawa widać po ciekawych zdjęciach świetna :)
    Dobrze, że pogoda wam dopisała, no i doborowe towarzystwo.
    Piękne te drzwi Biblioteki..
    Chleb wygląda pysznie, zwłaszcza te ziarna czy owoce .
    To była wycieczka jednodniowa?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak jednodniowa, dlatego tempo niesamowite, ale dużo zwiedziliśmy jak na jeden dzień, dlatego też nie było czasu, żeby połazić, na spokojnie zrobić zakupy. W domu byliśmy o 23:30, a wyjechaliśmy o 5-tej rano, ale warto było :)

    OdpowiedzUsuń