czwartek, 13 czerwca 2013

Po zdrowie i wspomnienia...

                                                SYROP Z KWIATU CZARNEGO BZU - po zdrowie...

Znalazłam mnóstwo przepisów na syrop z kwiatu czarnego bzu, lecz nie o takie przepisy mi chodzi. Irytują mnie przepisy z kwaskiem cytrynowym i pasteryzowane, więc przerobiłam coś dodałam, a coś wyrzuciłam, wypośrodkowałam, a co wyjdzie, to się okaże... Czarny bez zawiera związki trujące, które giną w temperaturze 50 stopni, toteż po zlaniu syropu podgrzałam go odpowiednio i już nie pasteryzowałam, a zamiast kwasku dodałam cytrynę, która podczas pasteryzacji też by uciekła, więc z części cytryn wycisnęłam  sok i dodałam po podgrzaniu, a oto etapy mojej słodkiej i zdrowej produkcji :)
                                                     
Najpierw wyruszyłam po kwiaty, poszukiwać nie musiałam, bo bez rośnie tuż pod moim nosem, ale z dala od drogi i spalin...
                                        
Oj, jeszcze musiałam oko nacieszyć, bo jest naprawdę uroczy...
                                        
                                          
Następnie, oczyściłam z żyjątek i odcięłam od grubych łodyżek, wyszorowałam i sparzyłam cytrynę...

                                          
Zagotowałam wodę z cukrem , litr wody/ 1 kg cukru, zalałam 40 baldachów, gdy syrop przestygł dodałam  kilka plasterków cytryny i zostawiłam na 24 godz.  W przepisach, które przejrzałam jest, że 48 godz syrop powinien  stać, ale też doszukałam się informacji, że po 24 godz bardzo często syrop kwaśnieje, więc spanikowana przecedziłam wcześniej, podgrzałam do 55 stopni  i tak trzymałam w odkrytym garnku ok 10 min, po czym rozlałam do słoiczków, odwróciłam do góry dnem i nakryłam ręcznikiem, które stały, aż do wystudzenia...

                                       





  Potem opisałam i okleiłam.... mniam, mniam jest pyszny, wartościowy, tylko nie wiem jak długo będzie się trzymał....

       *********************************************************************

                          ALBUM ANI... po wspomnienia...

Zafascynowana albumami... a co mają inni, mam i ja :) Tyle, że inne są super, a ja w swój zwątpiłam.... bałam się, że zmarnowałam Ani zdjęcia... jednak podczas wręczenia mojej córci łzy poleciały po policzkach... głowę spuściła, ja wystraszona patrzę i myśli mi się kłębią, że się nie myliłam :( gdy Ania podniosła głowę zobaczyłam jej uśmiech przez łzy, była bardzo wzruszona, że tyle pracy włożyłam... że tak bardzo jej się podoba.... a i w ogóle... było mi bardzo miło i też łezkę uroniłam i tak sobie pobeczałyśmy odrobinkę... :)

                                             
                                       




                                       



                                     



                                     
... wstrzymam się od samooceny...  zastosowanej techniki i pomysłu i w ogóle co tu mówić, pierwszy taki mój album, ale jedno mogę powiedzieć, włożyłam tu serce... Ania to wie...
                                      





            
                                        





1 komentarz:

  1. No, kurczę, jaki pracuś z Ciebie :)
    Uwielbiam czarny bez coraz bardziej, to piękny krzew, podoba mi się zapach jego kwiatów, chociaż nie każdemu on odpowiada,z czarnymi baldachami kuleczek też wygląda ślicznie , no i jest zdrowy, mam na myśli te wszystkie syropki.
    Fajne masz naklejki.
    Albumy też superanckie , ja ma takie zwyyyykłe ..:)

    OdpowiedzUsuń