niedziela, 2 czerwca 2013

4 dzień diety oczyszczającej.

                                               DIETA DR DĄBROWSKIEJ - dzień 4

             Wczoraj szalała burza, także mowy nie było o poście... Wczorajszy dzień diety opisuję dziś.
Rano wypiłam dwie szkl wody z cytryną.
Na II śniadanko zjadłam pomidory ze szczypiorkiem, estragonem i bazylią, szkl herbatki ziolowej.
Przekąska - jabłko.
Obiad - zupa ogórkowa i duszona kapusta z poprzedniego dnia, kawa Inka.
 Podwieczorek - dwa jabłka, herbata rooibos.
Kolacja - napój pokrzywowy, a potem jeszcze herbata zielona.
      Między posiłkami piję dużo wody, z dietą radzę sobie dobrze, ale stawy nadal bolą, wczoraj weszło mi w łokieć, jakby guzek się powiększył... a i na wadze nic nie spada, wręcz przeciwnie, 400g poszło w górę... dziwne, za mało kalorii, czy co ?
                                   *******************************************

            W MOIM ZAGAJNIKU OGRÓDKOWYM  :)
   
 
                                  
   Zakątek kwiatowy, który o tej porze roku jest jeszcze skromny, roślinki czekają na swoją kolej w przyrodzie, jedne już kwitną, nie które dopiero wchodzą w rozwój, a inne dopiero dosadzę.

                                        
   Ten sam zakątek z innej strony, w pustym miejscu rosną lilie, a pośród nich dosadzone zostaną astry i cynie.

                                       
W zakątku tym rośnie zdobyty krzaczorek, który zmienia barwę liści, niestety nazwy nie znam, ale szukam ,cały czas szukam :)

                                          
Również z zakątka kwiatowego - dąbrówka rozłogowa - piękna jest :)

                                        
I nowy nabytek tegoroczny, róża która zasili swym pięknem ów zakątek :)

                                        
A to najsmutniejszy mój kwiat.... kupiłam tę różę po śmierci Mamy, tak specjalnie, nazwałam ją sobie jej imieniem ... sąsiedzi ot widzą różę,( bo przecież nie wiedzą co sobie wymyśliłam) która mi pada, normalne... we mnie widok ginącej róży powoduje ból i żal... jakby już innych róż nie było na tym świecie ...  Była okopcowana i okryta na zimę, nie wiem, czy  zmarzła, czy to pleśń, z którą walczyłam jesienią, tak ją zniszczyła, ale nie wyglądała wówczas na umierającą...wczoraj skróciłam jej pędy i na tym jednym widać maleńki pączek, ale czy coś jeszcze z niej będzie ....?
  Resztę zakątków mojego zagajnika, zostawię sobie na inne posty.







                                   
                              

2 komentarze:

  1. Oj , przykro, że stawy nadal bolą, to zbyt krotki czas na reakcję organizmu. Może wypij herbatkę z kory wierzby , przeciwzapalnie.
    Waga może mniej spadać, kiedy wypróżnianie jest słabe.
    Zresztą to dopiero 4 dzień.
    Śliczne masz irysy, ja mam jednokolorowe fioletowe i majtkowy żółty.
    Krzaczorka nie znam, rozłogówka fajna,a różyczka widzę ma zieloną jeszcze gałązkę, pewnie odbije :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ala, dzięki za słowa, tak mi zależy na tej róży, a naparu z wierzby spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń