piątek, 24 maja 2013

Rzs i ja III...

,,, Oj czas szybciutko biegnie, jak tak pisząc cofam się do tych strasznych dni, to sama nie wiem jak ja przez ten koszmar przeszłam... ja i moi najbliżsi... a niektórzy do dziś zachowują się tak, jakby mieli mi czego zazdrościć...
    Mój pierwszy reumatolog szybciutko postawił trafna diagnozę, ja jednak pojęcia nie miałam o tej chorobie i nie zaufałam lekarzowi, szukałam kolejnego i znalazłam w prywatnym gabinecie. Tutaj lekarz spodobał mi się bardzo, bo poświęcił mi dużo czasu, przeprowadził wywiad, obejrzał moje stawy i przepisał receptę, a że zdążyłam powiedzieć co myślę o mtx, to dostałam 1000 mg dziennie sulfasalazyny i movalis. Myślałam, że tak już zostanie.... Po miesiącu pojechałam na kolejną wizytę ( lekarza mam prawie 100 km ode mnie) a że stawy nadal były z obrzękiem i OB wysokie, CRP z resztą też, to niestety dostałam mtx, tylko tym razem 20 mg, nie jak za pierwszym razem 25mg... zrezygnowana wróciłam do domu, a gdy nadeszła sobota, wtedy miałam przyjąć pierwszą dawkę leku... świat był szary i nędzny, a ja zabeczana, z grymasem bólu i sztywnymi stawami. Tak zwlekałam, że nie połknęłam i w kolejną też i następną znów, tak panicznie się bałam, że odwlekłam o dwa miesiące łykanie tej chemii. Niestety w pewien słoneczny lipcowy dzień, ból tak mną zawładnął, że przełknęłam w końcu 20 mg mtx :( i mój koszmar powrócił, nie mogłam spać i to nie tylko przez ból, ale także przez świadomość jakimi lekami jestem leczona, leczona ? nie to nie leczenie, a tylko zagłuszenie choroby, uśpienie, Zadawałam sobie wciąż pytania, czy ja nie mogę nic zrobić, czy tylko powinnam żreć to świństwo ! Szukałam wszędzie informacji, sama nie wiedziałam czego chcę i czego szukam, wiedziałam jedno, że czas ucieka, a ja nadal połykam to dziadostwo i wiem, że czym dłużej tym gorzej. Gorzej dla moich narządów wewnętrznych, dla mojej psychiki... Na forum dorwałam numer gg pewnej Pani która udzielała wskazówek, pomagała jak mogła, umówiłam się i to Ona mi pomogła. Po trzech miesiącach odstawiłam leki, których nie biorę do dziś tj.prawie osiem miesięcy :)
   Jak radzę sobie ? myślę, że napiszę jeszcze :) Pozdrawiam wszystkich i życzę udanego wekendu:)

                                                
A to mój nowy nabytek na działkę , gaura to jest to :) urocza prawda ? Rok temu moja działka nie była tak ładna jak teraz, moje ręce wówczas nie były zdolne nawet zębów umyć, ba odkręcić tubki z pastą, mój mąż mi pomagał, także działka żyła sobie jak chciała, ale tylko do pewnego momentu, potem już jej też pomogliśmy :)

6 komentarzy:

  1. Śliczny kwiatek, muszę w internecie zobaczyć jak toto wygląda jak podrośnie. Ja też teraz mam więcej sił na działkę.:)
    Dobrze że nie zamknęłaś się na pomoc innych i inne metody. Ja próbuję mówić innym , że można inaczej ale oni mają uszy i oczy "szeroko" zamknięte, słuchają tylko lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem ogromnie ciekawa co to za wskazówki, które Ci dała ta Pani.
    Miłego i pogodnego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. ... wskazówki są bardzo proste i wszyscy je znają, tylko tak jak mówisz - ludzie mają uszy i oczy zamknięte i słuchają tylko lekarzy... hmm... napiszę coś więcej, no o tych wskazówkach... :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno wiele osób z nich skorzysta :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przeczytałam Ulu ten wpis i jestem - no nawet nie wiem, jak to określić - zszokowana (?) naszą służbą zdrowia. Jak można tak człowieka zwodzić, dawać leki, które - bo tak zrozumiałam - nie były potrzebne! Współczuję Ci i życzę, żeby choroba nie postępowała :)
    PS. Nie wiedziałam, że scrapujesz. Ja też kiedyś tym się zajmowałam. Może czas wrócić do scrapu?
    Pozdrawiam,
    Asia

    OdpowiedzUsuń
  6. Asiu takimi lekami hamuje się postęp choroby jaką jest rzs, nie ma innych leków, ale wiele osób radzi sobie odpowiednią dietą.
    Dziękuję i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń