poniedziałek, 20 maja 2013

Rzs i ja II ... i po raz pierwszy scrap...

      Był luty 2012... ukończyłam właśnie kartkę wielkanocną.... ( z poprzedniego bloga ).
                                                              

   Święta Wielkanocne zbliżały się, więc po kartkach zabrałam się za jajka styropianowe....
                                               
                                                   
.... i wkuwałam szpileczki jedną za drugą, aż tu pewnego wieczoru dziwnie zaczęły mi sztywnieć palce, no oczywiście, że od szpilek, przecież to jajco było któreś z kolei i na pewno nie piąte, lecz trzydzieste piąte, to wszystko tłumaczyło narastającą sztywność. Palce prostowałam co chwila, aż w końcu stwierdziłam, że jestem zmęczona i poszłam spać..... A w nocy, gdzieś ok drugiej, rozbudził mnie niesamowity ból prawej ręki, Boże myślałam co się dzieje... miałam wrażenie jakby mi żyły ktoś wyszarpywał.... zaczęłam jęczeć, wyć, zęby zaciskać, żeby nikogo nie rozbudzić, a tu coraz gorzej. Chciałam wstać z łóżka, lecz nie mogłam , nie mogłam nic dotknąć, ból się wściekł... a ja wyłam  wciąż. Gdy z pomocą męża wstałam, zobaczyłam  opuchniętą dłoń. Byłam przerażona i bardzo, bardzo cierpiąca.... Zjadłam całe opakowanie ibupromu w ciągu nocy, ale ból nie miał zamiaru łagodnieć, nawet nie drgnął... dziwne, że żołądek wytrzymał taką dawkę, bo podżerałam jeszcze polopirynę. Mąż przerażony i dawką leków i moim cierpieniem już sam nie wiedział co robić... Nastał ranek, a z nim prawdziwy koszmar.... podstawowych czynności nie byłam w stanie wykonać... ale zamiast do lekarza, poszłam do pracy ( puk, puk w głowę... ) obecność dzieci sprawdzałam lewą ręką... a co w końcu mańkutem jestem, chociaż piszę prawą ręką :) poradziłam sobie i pomyślałam, że będzie lepiej... ale nie było... wręcz przeciwnie było coraz gorzej, dłonie na zmianę dawały popalić, noce były koszmarami, a w ciągu dnia niewiele lepiej.... W końcu trafiłam z badaniami do lekarza specjalisty, mąż zwolnił się z pracy i powiózł nadal jęczącą z bólu połowicę... Gdy weszłam do gabinetu, to od razu wpadł mi w oko olbrzymi skórzany, czarny fotel, a w nim zapadnięty malutki, drobniutki chłopinka... Mamrocząc pod nosem, spytał co jest... odpowiedziałam mu... a bynajmniej próbowałam, zdążyłam powiedzieć, że mam spuchniętą i sztywną dłoń, a on nawet nie spojrzał, łypnął tylko małym oczkiem na wyniki, których nawet nie tknął, przekrzywił głowę ze stalową miną i wypisał receptę... wiem na pewno, że nawet mojej twarzy nie widział... Po powrocie do domu, odpaliłam neta i no i oczywiście musiałam wiedzieć co to metotreksat.... szybko znalazłam, jeszcze szybciej zdębiałam... JA MAM TO ŚWIŃSTWO BRAĆ ? Na pewno nie !!!! Ale myliłam się... cdn :)
          A teraz coś robótkowego... mój pierwszy scrab,,, album dla Ani na 18 urodzinki, który zawiera zdjęcia z dzieciństwa, pomyślałam że będę go publikować kartka po kartce... Zaczynałam go robić gdy moje dłonie nie były jeszcze w pełni sprawne, a pomysły, projekt taki sobie:( ... spowodował to zapewne dyskomfort fizyczny i psychiczny, bałam się, że jeśli będzie gorzej to nie zdążę zrobić tego albumu, który nie wiem dlaczego strasznie nabił mi się w głowę, no imnajzyczajniej musiałam i basta ! Dziś już mi się nie podoba, ale zdjęcia są już powklejane.... więc musztarda po obiedzie :)
                             
 .... okładka...
  Ciekawe kto, to przeczyta... :) chyba sama w to nie wierzę... hi. hi...

                    

1 komentarz:

  1. Ja to świństwo brałam kilka miesięcy, a środków p.bólowych mój żołądek niestety nie wytrzymał :(
    Ale szybko Cię zdiagnozował ten lekarz.
    Współczuję tego bólu, wiem i jeszcze pamiętam jak to bolało, całe noce bezsenne...
    Fajny album :)

    OdpowiedzUsuń